" Podróż do raju - Filipiny relacja na bieżąco "

Dwa razy burgery – Podróż do raju #15

Sobota 24/03/2018 8:00 Ostatni dzień

Plan na Boracay był taki, żeby odpocząć po aktywnościach z poprzednich wysp. Wstaliśmy rano i zjedliśmy śniadanie.  Klasycznie – omlet i kawka/herbata. Złapaliśmy pierwszy lepszy trycykl i podjechaliśmy na oddaloną o 4km Puka Beach. Muszę wspomnieć, że dziś cały dzień mocno wieje. Postanowiliśmy nie wypuszczać drona na tej plaży, trochę baliśmy się, że wiatr może okazać się zbyt silny. Rozłożyliśmy się na przygotowanych przez „tutejszych” leżakach i łapaliśmy słońce. Dość ciekawy sposób na zwabienie turystów, leżaki darmowe ale jak zakupisz drinka lub piwo.

Sobota 24/03/2018 12:30 Pierwsze burgery

Nasz cały pobyt na Boracay kręci się wokół żarcia! No serio, na wieczór rozmawiamy co będziemy jeść na śniadanie, podczas śniadania co na lunch, potem obiad, nim się spostrzeżemy rozmawiamy o kolacji. Kuriozum. Na lunch wpadliśmy do knajpki o nazwie „Army Navy” – odkryliśmy ją już dzień wcześniej. Ich specjalność to burgery i burito. Tym razem zamówiliśmy burgera, frytki i kanapkę „Chipotle Crispy Chicken Sandwich”. Skupię się na tej ostatniej, bo w szczególności przypadła nam do gustu. Niebo w gębie. Jej znaki szczególne do ostry sos chipotle oraz krążki cebulowe. Na samą myśl cieknie ślinka.

Sobota 24/03/2018 15:30 No to polatane

Bardzo chcieliśmy dziś wypuścić drona, ale jakoś baliśmy się silnego wiatru. Jednak myśl, że to już ostatnia szansa na nagranie fajnych ujęć spowodowała, że spróbowaliśmy. Pierwszy raz na zachodnim wybrzeżu Boracay – tutaj jest wietrznie ale jednak spokojniej. Drugi raz na wybrzeżu wschodnim gdzie mieszkaliśmy, a które jest jedną z najlepszych baz Kitesurferów na świecie. Możecie sobie wyobrazić jak wiało! Ale nasz dron do zadań specjalnych dał radę.

Sobota 24/03/2018 17:30 Drugie burgery

Było już późno, więc znowu rozglądaliśmy się za jedzeniem. Tym razem padło na włoską knajpkę Levantin Boracay. Dziewczyny zjadły świetne spaghetti, Kamil kurczaka a ja wołowinę. Naprawdę solidnie i smacznie. Ale… jakoś się nie najedliśmy więc przy okazji spaceru plażą Boracay wpadliśmy do znanej i lubianej Army Navy gdzie dobiliśmy się kanapkami Chipotle. No pysznie.

Szczęśliwi bo najedzeni doczłapaliśmy się do hotelu. Teraz tylko odprawić się na jutrzejsze samoloty, małe piwko na dobry sen i wracamy do domu.

Kończymy naszą Filipińską przygodę.

YOU MIGHT ALSO LIKE

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Instagram

    Social Media