" Podróż do raju - Filipiny relacja na bieżąco "

No, thank you – Podróż do raju #13

Środa 21/03/2018 14:00 Najdłuższe 7km w życiu

Nasz dzień zaczął się ok 5:00, po kilku godzinach snu. Wyjechaliśmy z naszych domków na drzewie w podróż na Boracay. Mieliśmy do pokonania dystans kilkudziesięciu kilometrów do portu Tagbilaran, na wyspie Bohol. Potem teleport promem do Cebu, przespaliśmy całą podróż nadrabiając nocny sen. Złapaliśmy taksówkę i na lotnisko. Dotarliśmy stosunkowo szybko na miejsce. Mieliśmy chwilę czasu na posiłek. Znaleźliśmy miejsce przy stoliku obok pary Chińczyków. Zamówiliśmy coś do jedzenia, a w międzyczasie ja z Madzią wybrałyśmy się na poszukiwanie kawy, w tym samym czasie chłopaki nawiązali kontakt z państwem obok. Mimo to, że w ogóle nie rozumieli języka angielskiego, dzięki tłumaczącej aplikacji, udało się z nimi zamienić kilka słów. Zadziwiające jest to, że Ci Chińczycy wyglądali na bardzo zamożnych, a nie potrafili przeprowadzić prostej rozmowy po angielsku. Mimo to chcieli nas zaprosić do Chin, zanim zdążyliśmy zagłębić się mocniej w temat, został wywołanych ich lot. Po krótkim pożegnaniu ruszyli w stronę swojej odprawy. Za chwilę i my skierowaliśmy się do odpowiedniej bramki.

O Boracay krąży opinia jednej najbardziej z imprezowych wysp świata. Dlatego myśleliśmy, że podróż na wyspę będzie prosta i szybka. Nie była. Wylądowaliśmy. Na lotnisku szybki odbiór bagaży. Potem  turyści stawali do kolejki, po bilety na transfer do hotelu – standardowy koszt to 675 Peso, tak miało być oficjalnie. Postanowiliśmy się podzielić, ja stanęłam w kolejkę, reszta wyszła  na zewnątrz i znalazła „przewoźników” gotowych nas zawieść za 600. Nie wiedzieliśmy, czy to dużo,czy mało. Zaryzykowaliśmy, głównie ze względu na oszczędność czasu. Dostaliśmy naklejki z nazwą naszego hotelu – najważniejszy dokument tej podróży. Okazało się, że transport był mocno kombinowany. Pierwszy etap, to bus z lotniska do portu – poszło szybko. W porcie dostaliśmy dwa bileciki „Terminal fee” i bilet portowy.  Tam szybkie przepakowanie na łódkę. Naszą uwagę przykuła tablica z poszukiwanymi przestępcami, która widniała w porcie przed wjazdem na wyspę. Trochę przerażające. Idziemy dalej. Zarejestrowaliśmy nasze dane wjeżdżając na wyspę i już jesteśmy na łódce. Tutaj jest prosto i szybko, 10-cio minutowa przeprawa przez  cieśninę i jesteśmy na Boracay! Ale nie, to nie koniec. Idziemy przez port i już z oddali wita nas Pani która rozpoznała nasze naklejki na koszulkach. Szybko zorganizowała nam transport. 15 minut i jesteśmy w hotelu.

Środa 21/03/2018 14:00 „Nasz nightlife” na Boracay

Po zakwaterowaniu postanowiliśmy wybrać się na najpopularniejszą plażę na wyspie,  żeby wypić kilka drinków na dobry sen. Ten dzień był mocno męczący. Długo nie posiedzieliśmy.  Pierwszy raz od początku wyjazdu mogliśmy się wyspać.

Czwartek 22/03/2018 8:00 No, thank you

Po przebudzeniu  zjedliśmy smaczne śniadanie w hotelu i ruszyliśmy na plażowanie. Boracay trochę  nas rozczarowało, brudne plaże, pełno turystów i „lokalsów”, którzy nieustannie nagabują na skorzystanie z atrakcji.

Widać tutaj ewidentny problem z porządkiem. Ostatnio są nawet doniesienia, że prezydent Filipin może podjąć decyzję o zamknięciu całej wyspy ze względu na zanieczyszczenie. Może się okazać, że jesteśmy jedmi z ostatnich turystów, którzy odwiedzili tą wyspę. Oby nie.

Przemierzając lokalne uliczki i atrakcje wzdłuż plaży, co chwilę podchodziły do nas osoby chcące namówić nas na „świetne” atrakcje w dobrej cenie. Jest to mocno uciążliwe, bo właściwie na każdym kroku słyszysz to samo. Chyba powinniśmy mieć tabliczkę z napisem „No, thank you” i tylko ją podnosić, bo to najczęściej wypowiadane przez nas zdanie tego dnia.

Czwartek 22/03/2018 14:00 Parasailing i burger

Trochę zaczęliśmy się zastanawiać, czy to wyspa dla nas. Jako, że lubimy aktywne spędzanie czasu zdecydowaliśmy się na prasailing i to był strzał w dziesiątkę. Z plaży zabrała nas motorówka i szybko popłynęliśmy na platformę oddaloną kilkaset metrów od brzegu. Tam szybka przesiadka do innej łodzi i już chwilę później jesteśmy w powietrzu. Parasailing to fajna atrakcja, można podziwiać piękno całej wyspy Boracay z wysokości. Odrobina adrenaliny bardzo pozytywnie nastawiła nas na dalszą część dnia.

Zgłodnieliśmy. Szybki rekonesans po okolicznych knajpkach i padło na „Steam Punk” gdzie specjalnością są oczywiście burgery. Przejrzeliśmy kartę i stało się jasne co zamawiamy – gigantyczny burger na dwoje. Niezłe mięso, ciekawa buła i warzywa to jest to czego nam było trzeba. Pewnie jeszcze tam wrócimy.

YOU MIGHT ALSO LIKE

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Instagram

    Social Media